Rozdział 3

ROZDZIAŁ 3

Dziewiąta piętnaście, czarny telefon kolejny raz, po piątej z kolei „drzemce”, wydał charakterystyczny dźwięk, który rzekomo miał pomóc w porannym wstawaniu. Blondynka w końcu postanowiła się podnieść, chodź wcale nie chciała opuszczać swojego ciepłego łóżeczka. Kątem oka spojrzała na zegarek stojący na hebanowej szfeczce i westchnęła cicho. Biała, plastikowa obudowa tykającego mechanizmu kontrastowała z niemal czarnym odcieniem drewna. Przeciągnęła się unosząc ręce ku górze, a w efekcie biały top, w którym spała odsłonił skrawek naprężonego brzucha. Dźwignęła się do pionu i zaspanym krokiem ruszyła w kierunku drzwi. Po opuszczeniu swojej sypialni jej oczom ukazał się malutki korytarzyk z drzwiami po jego drugiej stronie, za nimi krył się pokój Mitsu. Skręciła w prawo stąpając powoli po tych nieszczęsnych schodach, na których wczoraj wypróbowała siłę grawitacji. Nadal czuła ból z każdym ruchem, a siniaki były jeszcze wyraźniejsze niż wieczorem… Klapa oczywiście jej własnymi rękoma została zdemontowana i z niesamowitą okrutnością połamana. Drewno było dość grube, dlatego sam proces zniczszenia wyczerpał doszczętnie zapas jej sił.
Usłyszała znajomy głos swojej niebieskowłosej przyjaciółki, który opowiadał coś z radością i zaangażowaniem. Prawdopodobnie zahaczyłaby o kuchnię, w której wspomniana osoba siedziała, jednak po chwili wybiła sobie ten pomysł z głowy, zdając sobie sprawę, że prócz niej i Mitsu w domu był jeszcze Sasuke, a jej przyjaciółka nie miała w zwyczaju gadać sama do siebie. Nie chcąc psuć sobie humoru z samego rana, dość późnego rana możnaby powiedzieć, widokiem czarnowłosego skierowała się prosto do łazienki. Poranne czynności zajęły nie więcej niż pół godziny wliczając w to oczywiście makijaż. Skomplikowane mieszanki szarości i czerni na jej powiekach wydawały się czasochłonną sprawą, jednak Sayuki posiadała lata wprawy i talent. Przejrzała się w lustrze i nieskromnie oceniając się na całkiem niezłą laskę, chcąc nie chcąc, weszła do tej nieszczęsnej kuchni. Jej współlokator oczywiście nie postanowił w ciągu jej nieobecności ruszyć gdzieś swojej szanownej dupy, dlatego spotkanie tej dwójki było nieuniknione.
- Cześć… – Mruknęła obojętnie blondynka, chodź przez chwilę miała wrażenie, że jej krótkie przywitanie zostało zagłuszone bezustannym gadaniem Mitsu.
Niebieskowłosa ubrana w pudroworóżowy sweterek, szorty i zakolanówki siedziała po turecku na krzesełku, naprzeciwko Uchihy. Ten z kolei nie wykazywał żadnego zafascynowania rozmową, wręcz przeciwnie, nawet nie próbował tuszować swojego znudzenia. Miał na sobie ciemne spodnie i koszulkę o przenikliwie granatowym kolorze, która kontrastowała z bladą skórą.
- Sayu, tam masz kawę jak chcesz. – Odezwała się w końcu Mitsu, przerywając na krótką chwilę swoją historię.
- Nie piję kawy. – Blondynka odpowiedziała spokojnie, otwierając lodówkę. Zabawna żaróweczka zaświeciła się pokazując światu pustkę. Zupełnie, jakby ten biały, chłodzący klocek był przed chwilą przywieziony ze sklepu. Pustka, ani zdechłej myszy, a brzuch głośno domagał się jedzenia.
- A, zapomniałabym! Miałam iść do sklepu, a tak się rozgadałam. – Niebieskowlosa podrapała się po karku uśmiechając nieco głupio. Niemal natychmiast wstała z krzesełka z zamiarem wyjścia z kuchni.
Oczy Sayuki zatrzymały się na Sasuke, a w jej wyobraźni pojawił się obrazek całkiem podobny do tego teraz, jedynie Mitsu była z niego wykreślona.
- Ja pójdę. – Powiedziała szybko, w rzeczywistości wcale nie chciała wyręczyć przyjaciółki,po prostu miała nadzieję uniknąć zostania sam na sam z Uchihą.

***

Słońce zaczęło od dłuższego czasu przebijać się przez tiulową zasłonkę, oświetlając twarz śpiącego szatyna. Po chwili chłopak otworzył swoje czekoladowe oczy, które wydawały się nieco przygaszone. Podniósł się do siadu i rozejrzał dokładnie po pokoju. Zauważył leżącą obok niego brunetkę, której klatka piersiowa unosiła się miarowo, przy okazji nieświadomie eksponując odsłonięte piersi, co oczywiście nie uszło uwadze chłopaka. Nie mógł sobie przypomnieć imienia dziewczyny, choć tym problemem nie zaprzątał sobie długo głowy, która i tak zaczynała boleć uświadamiając go o skutkach wypitego wczoraj alkoholu. Standardowo przeklinał w myślach procenty i zarzekał się, że więcej nie weźmie tego świństwa do ust, oczywiście z dosyć marnym skutkiem. Nigdy nie miał silnej woli, by dotrzymać swojego postanowienia, dlatego stało się ono rytuałem, który zawsze odprawiał wstając z niemal eksplodującą głową. Czasami nawet zdawało mu się, że takie oszukiwanie się jest pomocne, dlatego nie zamierzał z tego rezygnować.
Nie chcąc marnować czasu zebrał z podłogi niedbale porozrzucane ubrania i włożył je na siebie, wychodząc cicho z pokoju, by przypadkiem nie zbudzić lokatorki. Wcale nie miał ochoty na rozmowę czy poranną kawę w jej towarzystwie. Chociaż kawy chętnie by się napił… Może po drodze do domu wstąpi do najbliższej kawiarni? Wychodząc z pomieszczenia, które było sypialnią jego nowo poznanej koleżanki, zamknął dokładnie drzwi i rozjerzał się po malutkim korytarzyku. Jak na mieszkanie w bloku przystało, nie ciężko było zorientować się które drzwi prowadzą na klatkę schodową – a ta do całkowitego wyjścia z kilkupiętrowego budynku. Szarpnął za klamkę, jednak drzwi ani drgnęły, zupełnie jakby chciały mu zrobić na przekór. Ponowił próbę i wtedy przekonał się, że lokatorka mieszkania musiała je zamknąć… Pozostawało jedynie pytanie, kiedy? Może od razu, kiedy tu weszli, tylko po prostu nie zwrócił ta to uwagi? A może kiedy spał, ona niczym chytry lis odcięła mu drogę porannej ucieczki? Uderzył otwartą dłonią w drzwi, rzucając siarczystą wiązanką przekleństw w stronę drewnianego klocka, który miał ochotę właśnie wyważyć.
Hałasy dobiegające zza zamkniętych szczelnie drzwi, były jednak na tyle głośne, że zdołały obudzić znajdującą się w sypialni brunetkę. Ta w przeciągu kilku sekund wstała z łóżka, zgarniając po drodze szeroką, białą bluzkę. Uśmiechnęła się sama do siebie, z faktu, że nie dała się wykiwać Kibie i przez zamknięcie zakma nie dała mu uciec. Chłopak widząc stojącą obok dziewczynę, która wpatrywała się w niego dużymi oczami i z uśmiechem wymalowanym na ustach, miał ochotę wyskoczyć przez okno. Wcale nie ważne było, że znajdowali się na którymś tam piętrze i z pewnością jego głowa roztrzaskałaby się na miliony kawałków. Wszystko było lepsze od tego… a właściwie, od niej.
- Dokąd idziesz? – Dziewczyna zbiżyła się, chwytając jego rękę. Wieczorem, kiedy w jego żyłach płynęła krew zmieszana z alkoholem może nawet by mu się to spodobało. Dziś natomiast nie miał najmniejszej ochoty na jej nagły napad troskliwości i czułości.
- Spieszę się. – Odpowiedział szybko, starając się zamaskować swoją niechęć do dziewczyny.
- Ohh… – Brunetka nagle jakby posmutniała, jednak spuściła głowę, przez co Kiba nie wiedział czy przypadkiem mu się to nie przewidziało. – To chociaż… Chociaż daj mi do siebie jakiś kontakt. – Choć się uśmiechała, jednym ze swoich najpiękniejszych uśmiechów, nie docierał on do oczu, które wyraźnie pokazywały jej rozczarowanie zaistniałą sytuacją. Nie żeby oczekiwała od niego nie wiadomo czego, jednak dzisiejszy poranek wyobrażała sobie nieco inaczej.
- Mam lepszy pomysł, ty mi daj swój numer, postaram się odezwać jak najszybciej. – Powiedział w końcu, a w oczach dziewczyny zatańczyły iskierki. Po chwili zniknęła za drzwami, by znaleźć karteczkę, lub coś na czym mogłaby zapisać kilka cyferek. Kiba nie zrobił tego, ponieważ chciał utrzymywać z nią kontakt. Owszem była całkiem ładna, może nawet z czasem by ją bardziej polubił, jednak chodziło tu o to, by nie rozdawać na prawo i lewo swoich numerów. Nie miał ochoty na odbieranie tysiąca połączeń dziennie od przeróżnych dziewcząt, których imion i tak nie pamiętał.
- Obiecujesz, że zadzwonisz? – Brunetka uśmiechnęła się, wtykając brązowookiemu biały, równo złożony świstek papieru. Ten wsunął go do kieszeni spodni i kiwnął głową, dając dziewczynie twierdzącą odpowiedź.
Kilka minut później szedł klatką schodową, by po chwili wyjść zupełnie z budynku, w którym spędził ostatnią noc. Powietrze wydawało się nieco chłodne, co pozytywnie wpływało na jego bolącą głowę, dlatego postanowił wrócić do domu nieco dłuższą drogą, przez park. Po drodze wyjął z kieszeni zmięty już kawałek papieru z starannie zapisanymi cyferkami składającymi się na numer telefonu. Oczywiście, że nie miał zamiaru dzwonić. Nie zwalniając kroku wrzucił go celnie do stojącego przy drodze zielonego śmietnika. Prychnął pod nosem, uprzedzając wyrzuty sumienia, które nie zdążyły się jeszcze pojawić i nie miały tego zrobić już nigdy.

***

Podstawowe produkty potrzebne do odpowiedniego funkcjonowania znajdowały się w średnich rozmiarów torbie zarzuconej na ramię Sayuki. Dziewczyna jednak nie wzięła pod uwagę faktu, że w domu nie jest sama, tylko aktualnie jest ich trójka, a już wieczorem ten krąg miał się jeszcze powiększyć przez przyjazd Sai’a. Nawet nie widział jeszcze domku, ale wytłumaczył się natarczywym pytaniom jakimiś „ważnymi sprawami, które koniecznie musiał załatwić”. Skutkiem tych „spraw”, w które jego niebieskowłosa siostra wątpiła, miał przyjechać dopiero dziś… Nie żeby Sayuki jakoś za nim tęskniła, w końcu nigdy nie byli sobie bliscy, jednak miała nadzieję, że im będzie ich więcej, tym mniejsze prawdopodobieństwo zostania sam na sam z Uchihą. W przeciwnym razie mogłaby coś temu bogatemu dupkowi zrobić, przez całkowity przypadek, rzecz jasna!
Westchnęła cicho widząc na horyzoncie zarys ulicy prowadzącej do jej nowego miejsca zamieszkania. Nie miała zamiaru tam wracać, przynajmniej nie teraz, nie dziś! Nie dopóki jest tam Sasuke. Oczywiście nie mogła tego uniknąć, jednak pozostała możliwość wybrania dłuższej drogi i opóźnienia swojego przyjścia. Nawet kilkanaście minut ją satysfakcjonowało. Spojrzała ostatni raz na ulicę, po czym z delikatnym uśmiechem wymalowanym na twarzy ruszyła w przeciwną stronę, po chwili znikając za gęstymi, zielonymi krzakami parku.
Konoha wydawała się całkiem duża, dlatego pod słowem park miała w myślach sporą przestrzeń z pięknymi krzewami, drzewami, może nawet małymi sadzonkami kwiatów obok ławek i wysokich latarni, które wieczorami miały nadawać temu miejscu magicznego klimatu. Jak to często bywa, rzeczywistość znacznie różni się od naszych wyobrażeń. Plac zwany przez wszystkich parkiem, owszem, był porośnięty ładną roślinnością, ławki, może nieco zaniedbane, również się tam znajdowały. Co więc było nie tak? Cały plac można było przejść spacerkiem w ciągu pięciu minut… Stanowczo za szybko! Sayuki westchnęła szurając nogami, przez co na wyznaczonej ścieżce zaczęły unosić się kłęby kurzu. Blondynka ze spuszczoną głową przyglądała się swoim czarnym trampkom, które zaczynały szarzeć przez osiadający na nich piasek. Będzie musiała je wyczyścić… Nagle opuściły ją wszystkie emocje, które jeszcze chwilę temu dawały siłę, by iść z dumnie uniesioną głową do przodu. Czy to właśnie tak ma teraz wyglądać jej życie? Wymarzone studia, wymarzone mieszkanie z przyjaciółką. Czy ten bogaty drań mógł to wszystko zepsuć, zamieniając życie Sayuki w piekło? A gdyby tak spróbować go… polubić? Dziewczyna prychnęła do swoich własnych myśli. Oczywiście, że to się nie uda! Za dużo ich dzieli, a ona nigdy nie ma w zwyczaju udawać miłej i uroczej dziewczyny jeśli dana osoba nie przypadła jej do gustu. To był jeden z elementów tworzący charakter Sayuki, którego zaburzenie mogłoby doprowadzić do rozsypki całej tej skomplikowanej układanki, którą posługiwała się od zawsze.
Idąc przed siebie nie zwracała uwagi na nic, czego już teraz ogromnie żałowała. Zderzyła się z kimś, przez co torba zsunęła się opadając na ziemię. Schyliła się po nią, zarzucając ponownie na otulone koszulką ramię. Na końcu języka miała wiązankę przekleństw w stronę osoby, która w nią uderzyła. Podniosła powoli wzrok i już otworzyła usta, jednak zamiast zamierzonych słów nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Stała na wprost mężczyzny o brązowych włosach i ciemnoczekoladowych oczach, które błyszczały figlarnie, jednak po podkrążonych oczach można było zgadnąć, że poprzedniego dnia sporo wypił.
- Cześć, Sayuki. – Odezwał się w końcu chłopak, a jego twarz ozdobił piękny uśmiech pokazujący rząd równych, białych zębów.
Nie, to nie możliwe. To nie może być…
- Kiba? – Szepnęła cicho dziewczyna, jakby obawiała się, że stojąca przed nią postać jest tylko halucynacją. – Kiba! – Wykrzyknęła w końcu uradowana zarzucając mu ręce na szyję w uścisku. Tak bardzo się cieszyła mogąc go zobaczyć. Wreszcie…

 

 

________________________________________________________________

Cholera, kochani, tak bardzo, bardzo was przepraszam! Wiem, że zawalam wszystko, zarówno wasze jak i swoje blogi. Niestety z tygodnia na tydzień przybywa mi obowiązków i problemów, przez co niekiedy nie mam nawet czasu porządnie się wyspać. Jedynym moim zbawieniem są ferie, które już powoli się zbliżają, jednak jeszcze cały miesiąc udręki przede mną. Proszę was tylko o cierpliwość oraz o to, żebyście mnie nie zostawiali. Od razu mówię, że nawet, jeśli nie odzywałam się przez dłuugi czas o nikim nie zapomniałam! Możecie mieć pewność, że na wszystkie wiadomości odpiszę, że wszystkie zaległe rozdziały przeczytam. Jest to tylko kwestią czasu, którego ostatnio nie mam za dużo, tym bardziej, że kończy się semestr szkolny.

Mam również do was małe pytanie. Zastanawiałam się nad wprowadzeniem do tego bloga wątku yaoi, jednak chciałabym najpierw dowiedzieć się jakie jest wasze zdanie w tym temacie. Mam jak na razie ciekawą „wizję” tego wszystkiego i na dzień dzisiejszy mogę jedyne zapewnić, że byłaby to para… Której na pewno byście się nie spodziewali i ja sama również nigdy się z taką nie spotkałam. Także, bardzo proszę o wasze opinie, czy powinnam wcielać taki „eksperyment” w życie. Buziaki!!